Smoleńsk
Trudno przejść obok wczorajszej tragedii obojętnie, trudno nie skomentować, choć wiele - czy nawet wszystko już zostało powiedziane i napisane. Tragedia jest dla mnie tym dotkliwsza, bo był to także mój prezydent. Jeśli tak popatrzeć na to z pewnego dystansu, dostrzec można symboliczny wymiar tej tragedii. I bynajmniej, nie chodzi mi o symbolikę, którą niektóre media próbują obrazować, zestawiając obok Katynia 2010, Katyń z roku 1940. To jest co najmniej dziwaczne zestawienie. Mi chodzi przede wszystkim o symbolikę poświęcenia dla ofiar wydarzeń z 1940. To poświęcenie jest wartościowe, bo wydaje mi się, iż wczorajsze wydarzenia na pewno przyczynią się do zaistnienia w świadomości świata terminu "zbrodnia katyńska", który pojawia się w kontekście samych wydarzeń. Wystarczyło spojrzeć wczoraj na Google trends albo Tweetera, wystarczy popatrzeć na dzisiejsze doniesienia z prasy zagranicznej, czy choćby tak symboliczne wydarzenie, jak emisja Katynia Wajdy w głównym programie publicznej telewizji rosyjskiej. Pozostaje sobie tylko zadać pytanie, czemu takim kosztem?





